Pentland Hills. Szkocki klimat, wietrzne szczyty i Edynburg u stóp
Czerwcowe dni w stolicy Szkocji potrafią zmęczyć miejskim gwarem. Zaledwie kilkanaście minut drogi samochodem lub autobusem od centrum Edynburga rozciąga się jednak pasmo Pentland Hills Regional Park – miejsce, w którym można błyskawicznie naładować baterie. To wręcz idealna trasa na rozgrzewkę przed poważniejszymi wyzwaniami w Highlandach.
Wchodząc na szlak, od razu czuć ten surowy, prawdziwie szkocki klimat. Niskie, ale potrafiące dać w kość zielone pagórki ciągną się po horyzont. Mieliśmy ogromne szczęście do pogody – trafiliśmy na w pełni słoneczny dzień, choć na odsłoniętych graniach wiało tak potężnie, że momentami dosłownie urywało głowę. Taki już jednak urok tutejszego krajobrazu, który z każdą minutą wędrówki zachwyca coraz bardziej.
Czym właściwie jest Pentland Hills? Unikalne wrzosowiska i dzika natura
Pentland Hills to coś znacznie więcej niż tylko malownicze wzgórza. To przede wszystkim rozległe, otwarte wrzosowiska (tzw. moorlands), które – jak dowiadujemy się z ustawionych przy wejściu parkowych tablic informacyjnych – stanowią globalnie rzadkie i cenne siedlisko. Pełno tu wrzosów, specyficznych traw i mchów, a tutejsze torfowe gleby są największym naturalnym magazynem węgla w całej Wielkiej Brytanii, odgrywając kluczową rolę w łagodzeniu zmian klimatycznych.
Park dosłownie tętni życiem. Przy odrobinie szczęścia i spostrzegawczości można tu wypatrzyć sarny, zające górskie oraz rzadkie gatunki ptaków, takie jak cietrzewie, kuliki wielkie (Curlew), czajki czy sokoły drzemliki (Merlin).
Start we Flotterstone i wspinaczka grzbietami
Zdecydowaliśmy się na świetną trasę liniową, która pozwala przeciąć park i zobaczyć jego najlepsze fragmenty. Rozpoczęliśmy od strony wejścia we Flotterstone. Płaski teren kończy się niemal od razu, a szlak szybko i dość stromo pnie się w górę.
Wędrujemy całkowicie odsłoniętym terenem, powoli zdobywając kolejne, charakterystycznie zaokrąglone szczyty tego pasma (m.in. Turnhouse Hill czy Carnethy Hill). Na tej wysokości nie ma już drzew, więc wiatr bezlitośnie smaga twarz, ale to właśnie stąd roztaczają się najbardziej imponujące widoki na sąsiednie, zielone wzniesienia zlewające się z niebem.
Środek trasy: Lustro wody w sercu gór
Po pokonaniu malowniczej grani, nasza trasa zaczyna opadać w dół ku głębokiej dolinie. To tam, w samym środku parku, ukryte jest przepiękne jezioro – Glencorse Reservoir. Położony w niecce między stromymi zboczami zbiornik robi niesamowite wrażenie, a jego tafla idealnie kontrastuje z otaczającymi go wrzosowiskami. Zejście nad samą wodę to doskonały moment na krótki odpoczynek, zrzucenie plecaka i szybką kanapkę w kompletnej ciszy, w osłoniętej od wiatru dolinie.
Wełniani i rogaci towarzysze: owce, krowy i zasady dla psiarzy
Przez całą wędrówkę towarzyszą nam stali bywalcy tutejszych wzgórz – owce. W Pentland Hills wypasa się je w dużej mierze bez użycia tradycyjnych płotów. Zwierzęta przemieszczają się swobodnie po całych zboczach, dlatego spotkacie je przesiadujące tuż przy ścieżce, a nierzadko dumnie maszerujące samym środkiem szlaku.
Co więcej, na tutejszych szlakach i pastwiskach można natknąć się na prawdziwe, żywe ikony Szkocji – krowy rasy Highland (Highland cattle). Te masywne zwierzęta z długą, rdzawą sierścią opadającą na oczy i potężnymi rogami wyglądają bardzo groźnie, ale z natury są niezwykle spokojne i flegmatyczne. Ich widok na tle zielonych wzgórz to spełnienie marzeń każdego fotografa, jednak zawsze należy zachować bezpieczny dystans i nie podchodzić do nich zbyt blisko.
Obecność tych zwierząt to bardzo ważna uwaga logistyczna dla wszystkich, którzy planują zabrać na trasę swojego psa (park jest przyjazny czworonogom!). Należy jednak pamiętać o żelaznej zasadzie: od kwietnia do lipca, ze względu na sezon wykotów owiec i gniazdowania ptaków na ziemi, obowiązuje rygorystyczny nakaz trzymania psów na smyczy lub pod bardzo ścisłą kontrolą. To wymóg ochronny, którego trzeba bezwzględnie przestrzegać, by chronić lokalną faunę (i krowy!) przed stresem.
Wielki finał: Sztuczny stok i Edynburg u stóp
Największą nagrodę ta trasa serwuje na samym finiszu. Zbliżając się do północno-wschodniej krawędzi pasma (w okolicach szczytu Caerketton Hill), naszym oczom ukazuje się dość nietypowy widok – potężny, sztuczny stok narciarski (Midlothian Snowsports Centre w Hillend). Zanim jednak zaczniemy schodzić bardzo stromą i zygzakowatą ścieżką w dół, biegnącą tuż wzdłuż wyciągów orczykowych, trzeba zatrzymać się na dłuższą chwilę.
Widok z tego miejsca to absolutny kosmos. Przed nami rozpościera się panorama na cały Edynburg. Widać górujący nad tkanką miejską wygasły wulkan Arthur’s Seat, zamek, a tuż za miastem bezkresne morze – Zatokę Firth of Forth. Schodzenie w dół z tak wybitnym krajobrazem przed oczami, przy akompaniamencie wiatru i słońca, to perfekcyjne zwieńczenie dnia.
Cała trasa jest kapitalnym i w dodatku bajecznie prostym logistycznie pomysłem na całodniowy trekking – po zejściu na sam dół, prosto spod stoku narciarskiego w Hillend zabierze nas miejski autobus, który dowiezie nas z powrotem do samego serca szkockiej stolicy.










