Ukryty Dach Barcelony: Wyprawa na Sant Jeroni, najwyższy szczyt w okolicach miasta

Wszystko zaczyna się zazwyczaj już w pierwszych minutach po wylądowaniu na barcelońskim lotnisku El Prat. Kiedy stoisz przy taśmie i czekasz na bagaż, a przez ogromne, przeszklone ściany terminalu wdziera się jaskrawe, południowe słońce, Twój wzrok mimowolnie ucieka ku horyzontowi. Przy dobrej widoczności, tuż ponad rzędami lotniskowych zabudowań i sylwetkami kołujących samolotów, rysuje się poszarpana, wręcz nierealna linia potężnych skał. To nieme zaproszenie do przygody, obok którego człowiek z górską duszą po prostu nie potrafi przejść obojętnie.

Widok na masyw Montserrat z lotniska El Prat w Barcelonie

Kiedy w sierpniu słońce bezlitośnie praży nad wymyślnymi wieżami Sagrada Família i nagrzanymi mozaikami w Parku Güell, prawdziwa magia Katalonii kryje się TEŻ nieco wyżej, z dala od dusznego, miejskiego zgiełku. Zaledwie godzinę drogi od gwarnej metropolii wznosi się masyw, który każdemu miłośnikowi przestrzeni zaoferuje niezapomniane wrażenia. Mowa o zjawiskowym Montserrat i jego absolutnym, najwyższym wierzchołku – Sant Jeroni.

Jak dojechać z Barcelony? (Złoty patent na transport)

Samo dotarcie u stóp tego kolosu to logistyczny majstersztyk i pierwsza, potężna atrakcja dnia. Jeśli dysponujecie wynajętym samochodem, niezwykle kręte, widokowe serpentyny doprowadzą Was na płatne parkingi pod opactwem w zaledwie 60 minut. My jednak gorąco polecamy transport publiczny. Z podziemi Placu Hiszpańskiego (Plaça d’Espanya) w Barcelonie wystarczy złapać podmiejski pociąg linii R5. I tu zaczyna się prawdziwa zabawa, bo do wyboru macie dwie spektakularne drogi na górę:

  • Kolejka linowa (Aeri de Montserrat): Wysiadacie z pociągu na stacji Montserrat-Aeri. Stąd klasyczne, żółte wagoniki zabierają Was w stromą, podniebną podróż, dosłownie zawieszoną nad przepaścią.
  • Kolejka zębata (Cremallera): Jedziecie pociągiem R5 jedną stację dalej i wysiadacie na stacji Monistrol de Montserrat. Tam przesiadacie się do zielonego pociągu zębatego, który powoli, z niesamowitym zgrzytem sunąc po torach i skalnych półkach, wspina się pod sam klasztor.

Nasz sprawdzony trik komunikacyjny: Jeśli chcecie połączyć te dwa środki transportu, by urozmaicić sobie wycieczkę, pamiętajcie o jednej kluczowej rzeczy. Popularny bilet łączony (np. Trans Montserrat) obejmuje pociąg R5 oraz tylko jedną, z góry wybraną opcję wjazdu – zębatkę. Jeśli marzy Wam się wjazd podniebną linówką, a zjazd pociągiem zębatym (lub odwrotnie), to na ten drugi, powrotny odcinek będziecie musieli po prostu dokupić osobny bilet w kasie.

Palce Boga, czyli jak ocean stworzył górę

Dla kogoś, kto cierpliwie zdzierał podeszwy na stromych podejściach w Beskidach, z zapartym tchem zdobywał Trzy Korony w Pieninach czy mierzył się z kapryśną, wyspiarską aurą na szkockim Ben Nevis, ten kataloński klasyk stanowi wyzwanie o zupełnie innym, niesłychanie rzeźbiarskim charakterze. Skąd wziął się ten niezwykły kształt?

Miliony lat temu tereny te znajdowały się pod wodą, tworząc rozległą deltę, do której rwące rzeki nanosiły tony kamieni, żwiru i piasku. Z biegiem czasu, w wyniku potężnych ruchów tektonicznych, to morskie dno zostało spektakularnie wypiętrzone, tworząc twardą skałę zlepieńcową (konglomerat). Wiatr, deszcz i lód przez kolejne miliony lat bezlitośnie rzeźbiły ten materiał, wymywając słabsze spoiwa i pozostawiając jedynie twarde, obłe filary. Tutejsze formacje nie przypominają znanych nam, ostrych grani. Wyglądają jak zastygłe w jasnym kamieniu palce prastarych gigantów.

Sami Hiszpanie potocznie nazywają zresztą te zjawiskowe, wygładzone przez erozję turnie Dedos de Dios, czyli „Palcami Boga”. Z kolei oficjalna, katalońska nazwa Montserrat oznacza w wolnym tłumaczeniu „Górę Przepiłowaną” – i nie ma w tym cienia poetyckiej przesady. Z oddali ten unikalny cud geologiczny wygląda tak, jakby jakieś tytaniczne ostrze zostawiło w niebie grube, nierówne zęby.

Krajobraz Montserrat - skały zlepieńcowe
Pionowe filary Montserrat

Początek w cieniu bazyliki i życiodajne źródło

Nasza górska eskapada rozpoczyna się przy samym sercu masywu – imponującym opactwie Abadia de Montserrat, przytulonym do skał na wysokości ok. 716 m n.p.m. Sam klasztor to potężny kompleks, który od tysiąca lat stanowi duchowe centrum Katalonii. To wewnątrz jego monumentalnej bazyliki przechowywana jest La Moreneta, czyli słynna, drewniana figura Czarnej Madonny, do której pielgrzymują wierni z całego świata. To również tutaj na co dzień można usłyszeć śpiew Escolania de Montserrat, jednego z najstarszych chórów chłopięcych w Europie.

Zanim zrobicie pierwszy, mocny krok na szlaku, zwróćcie uwagę na charakterystyczny punkt tuż przy początku drogi. Znajdziecie tam brązową rzeźbę autorstwa hiszpańskiego artysty Manuela Cusachsa. Przedstawia ona siedzącego mnicha trzymającego w dłoniach plan architektoniczny – to opat Oliba, założyciel klasztoru z 1025 roku, postać o kolosalnym wpływie na rozwój całej kultury katalońskiej. Tuż obok tego historycznego pomnika znajduje się coś absolutnie niezbędnego dla wędrowców: ujęcie wody pitnej z systemu Fonts d’aigua potable de Montserrat.

W tak porowatej, zlepieńcowej skale woda szybko ucieka w głąb ziemi, więc naturalne źródła na powierzchni są rzadkością i prawdziwym skarbem. Historycznie to właśnie ta rzadka sieć fontann i ujęć wody pozwalała pielgrzymom i wędrowcom przetrwać trudy wspinaczki w suchym klimacie. Dziś te wkomponowane w krajobraz punkty czerpania wody to idealne miejsce, by nasycić się chłodem i napełnić bidony po same brzegi – pamiętajcie, że jesteśmy w Hiszpanii, a słońce na wyższych, odsłoniętych partiach masywu dosłownie nie bierze jeńców. Bez dużego zapasu wody nie ma co wychodzić na szlak.

Ujęcie wody pitnej na Montserrat obok pomnika opata Oliby

Pierwsze metry naszej trasy to gładki, wybrukowany chodnik, z którego bardzo szybko skręcamy na właściwą ścieżkę. Początkowo prowadzają nas pomarańczowe znaczniki, by po kilkudziesięciu metrach płynnie przejść w szlak oznaczony na czerwono. To właśnie tutaj wielojęzyczny, gęsty gwar turystów, gromadzących się wokół klasztoru, wreszcie zaczyna ustępować miejsca rześkiemu wiatrowi i czystym odgłosom natury.

W stronę nieba i samotni Sant Jeroni

Kwestia sprzętu jest w przypadku tej góry bardzo prosta. Nie potrzebujecie tu wysokich, ciężkich traperów alpejskich, ale zapomnijcie o miejskich trampkach. Wygodne, trailowe obuwie – na przykład solidne, sportowe adidasy z agresywnym bieżnikiem – to absolutne minimum, by wygodnie, pewnie i bezpiecznie stąpać po wyślizganych kamieniach.

Trasa jest niezwykle intuicyjna, ale góry szybko sprawdzają, ile pary mamy w nogach. Czeka nas pokonanie setek misternie ułożonych schodów i wyciosanych w jasnej skale stopni. Droga meandruje przez strefy gęstej, śródziemnomorskiej roślinności, pachnącej rozgrzanymi ziołami, co rusz otwierając przed nami nowe, zapierające dech w piersiach „okna” widokowe na pofałdowaną dolinę.

Z każdym kolejnym kilometrem szlak nieubłaganie i konsekwentnie pnie się w górę. Gdzieś bliżej finału, gdy las zaczyna rzednieć, a upragniony cień znika, mijamy urokliwą Ermita de Sant Jeroni – dawną, kamienną kapliczkę i pustelnię, która jest niemal magicznie wtopiona w majestatyczne formacje skalne. To znak, że dach Montserrat jest już dosłownie na wyciągnięcie ręki.

Na dachu okolic Barcelony

Gdy wreszcie mordercze stopnie zostają w dole, a ścieżka łagodnieje, wkraczamy na wierzchołek Sant Jeroni 1236 m n.p.m. – widok stąd z nawiązką rekompensuje wysiłek!

Stojąc w tym miejscu, wystawieni na surowe podmuchy wiatru, mamy dojmujące wrażenie, że cała katalońska prowincja leży dokładnie u naszych stóp. Choć geograficznie nie jest to najwyższa góra całej Hiszpanii, to w bezpośrednim sąsiedztwie zurbanizowanej Barcelony absolutnie nie znajdziecie lepszego i bardziej spektakularnego punktu widokowego (bądźmy szczerzy – miejskie wzgórza takie jak Montjuïc czy Tibidabo, choć bardzo urokliwe i popularne, to zupełnie inna, znacznie niższa kategoria wysokościowa i krajobrazowa).

Przy przejrzystym powietrzu wieloplanowa panorama z tego ukrytego dachu regionu sięga od błękitnej tafli Morza Śródziemnego – gdzie czasem udaje się dostrzec zarysy dalekiej Majorki – aż po ostre, ośnieżone granie dumnych Pirenejów na dalekiej północy.

Szeroka panorama ze szczytu Sant Jeroni w Montserrat

Zejście, czyli powrót do rzeczywistości

Zejście z wierzchołka to czysta, krajobrazowa przyjemność. Warto w tym miejscu podkreślić, że nasza wędrówka to klasyczna trasa „tam i z powrotem” – nie zataczamy tu pętli, lecz schodzimy dokładnie tą samą ścieżką, którą wchodziliśmy. Trasa prowadzi nas znanymi już, łagodniejszymi w odbiorze zakosami w dół, by po upływie łącznie około 7,5 kilometra całego marszu i pokonaniu 487 metrów przewyższenia (w obie strony), ponownie doprowadzić nas w bezpieczne, chłodne objęcia monumentalnego opactwa

To idealna, kilkugodzinna eskapada. Wyprawa na Sant Jeroni udowadnia ponad wszelką wątpliwość, że Barcelona to nie tylko secesyjna architektura i tętniące życiem miejskie plaże, ale również genialna brama w prawdziwe, potężne i zachwycające do głębi góry.

Mapa naszej trasy na Sant Jeroni:

zNosemDoPodrozy.pl
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.