Madera w 5 dni. Kompletny przewodnik po wulkanicznej perle Atlantyku
W skrócie:
- Wyspa Wiecznej Wiosny: Madera to portugalska wyspa wulkaniczna leżąca na Oceanie Atlantyckim (znacznie bliżej wybrzeży Afryki niż kontynentalnej Europy). Choć jest stosunkowo niewielka (liczy ok. 57 km długości i 22 km szerokości), zamieszkuje ją ponad 250 tysięcy osób. Słynie z łagodnego, subtropikalnego klimatu – temperatury przez cały rok oscylują tu w przyjemnych granicach 19-25°C, co gwarantuje idealne warunki do trekkingu o każdej porze roku.
- Geologiczny gigant: Madera to tak naprawdę wierzchołek potężnego wulkanu tarczowego. Blisko 4 kilometry tej góry są ukryte pod mrocznymi wodami Oceanu Atlantyckiego, a my stąpamy jedynie po jej najwyższych, wystających ponad fale krawędziach.
- Inżynieryjny cud: Współczesna Madera to dzieło funduszy z Unii Europejskiej. Dawne, przerażające drogi nad przepaściami zastąpiono imponującą siecią tuneli i wiaduktów, które całkowicie odmieniły oblicze i dostępność wyspy.
- Transport to podstawa: Aby zrealizować ten intensywny plan, wynajem samochodu jest absolutnie niezbędny. Polecamy odbiór na lotnisku i korzystanie z usług polskiej wypożyczalni, z której my korzystaliśmy: OlaMadera.pl.
- Baza wypadowa: Stare Miasto w stolicy wyspy, Funchal, to idealny punkt strategiczny. Łączy dostęp do historycznych zaułków z bliskością głównej autostrady.
- Z psem: Nasz naczelny czworonożny łazik, beagle Sherlock, został w Polsce. Ekstremalne przepaście, ostre wulkaniczne skały i surowe maderskie regulaminy to po prostu nie jest miejsce dla czworonogów.
Kraina wyrwana z trzewi oceanu. Zrozumieć potęgę wulkanu i siłę ludzkiej inżynierii
Zanim wyruszysz na pierwsze szlaki Madery, musisz uzmysłowić sobie jedno: to, co widzisz, to zaledwie wierzchołek góry lodowej, a raczej… góry ognia. Madera jest w rzeczywistości szczytem gigantycznego, starożytnego wulkanu tarczowego, którego fundamenty spoczywają na dnie Oceanu Atlantyckiego, niemal 4000 metrów pod powierzchnią wody! To, po czym stąpamy, to tylko najwyższa, licząca niespełna 1900 metrów korona tej niewyobrażalnej formacji geologicznej, która brutalnie wynurzyła się z głębin miliony lat temu.
Kiedy w 1419 roku portugalscy odkrywcy dobili do tych dramatycznych brzegów, ujrzeli ląd całkowicie spowity nieprzeniknionym mrokiem pradawnej dżungli. Nadali jej nazwę Ilha da Madeira, co dosłownie oznacza „Wyspa Drewna”. Z czasem pierwsi osadnicy ujarzmili dzicz, wypalając lasy pod zyskowne uprawy trzciny cukrowej, a później winorośli.
Jednak największa rewolucja w historii Madery dokonała się na naszych oczach i miała wymiar czysto inżynieryjny. Jeszcze w latach 80. i 90. podróżowanie po wyspie przypominało grę w rosyjską ruletkę. Wąskie, szutrowe szlaki – często nazywane przez lokalsów „drogami śmierci” – wiły się krawędziami pionowych klifów, a przejazd z południa na północ zajmował cały, pełen stresu dzień. Zastrzyk potężnych funduszy, po wejściu Portugalii do Unii Europejskiej w 1986 roku, całkowicie wywrócił tę rzeczywistość do góry nogami. Władze zadecydowały o wpompowaniu miliardów euro w infrastrukturę, aby wreszcie bezpiecznie połączyć ze sobą odcięte od świata wioski i napędzić turystykę.
W twardym jak stal wulkanicznym bazalcie wydrążono setki kilometrów nowoczesnych tuneli (niektóre liczą po kilka kilometrów długości!), a nad przepaściami rozpięto gigantyczne wiadukty. Ta potężna sieć ekspresowych dróg (vias rápidas) zatarła dawne granice. To dzięki nim dziś rano możesz pić kawę na słonecznym południu, a pół godziny później wędrować w gęstej mgle na surowej północy. Ta infrastrukturalna rewolucja całkowicie zmieniła również gospodarczy krwiobieg wyspy. O ile przez stulecia Madera utrzymywała się głównie z morderczego rolnictwa – eksportu trzciny cukrowej, słynnego wzmacnianego wina oraz bananów uprawianych na stromych, wydzieranych górom tarasach – tak dziś absolutnym fundamentem jej gospodarki jest turystyka. To właśnie usługi i napływający tu przez okrągły rok podróżnicy stanowią główne źródło utrzymania dla blisko 80% wyspiarzy, bezbłędnie transformując dawną, rolniczą enklawę w jedną z najbardziej pożądanych, aktywnych destynacji na świecie.
Dzień 1: Przylot na krawędzi oceanu i barwne serce Funchal
Ten dzień to logistyczny start i powolne zanurzenie się w unikalnym mikroklimacie historycznej stolicy. Samo lądowanie na lotnisku im. Cristiano Ronaldo (FNC) to doświadczenie, które podnosi tętno i stanowi pokaz ludzkiego geniuszu. Ze względu na górzysty teren, inżynierowie musieli sztucznie wydłużyć pas startowy, opierając go na 180 potężnych żelbetowych filarach wbitych bezpośrednio w płytkie dno oceanu [W nawigacji: Aeroporto Internacional da Madeira Cristiano Ronaldo].
Warto dodać, że lądowania tutaj bywają ekstremalnie trudne. Z powodu silnych, zmiennych bocznych wiatrów jest to jedno z najtrudniejszych lotnisk w Europie. Często zdarza się, że zmagający się z podmuchami piloci muszą przerywać podejście (tzw. go-around), robić kolejne próby, a czasem nawet odpuścić i lądować na sąsiedniej wyspie Porto Santo. Kiedy maszyna mocno buja się tuż nad falami oceanu, lądowanie staje się przeżyciem, którego długo nie zapomnicie.
Zaraz po wyjściu z terminala powita Was słynne popiersie Cristiano Ronaldo. Jeśli pamiętacie internetowego mema z koślawym uśmiechem piłkarza – spokojnie. Zostało ono dyskretnie podmienione na nową, znacznie bardziej realistyczną rzeźbę z brązu. Odbieramy auto z wypożyczalni i jedziemy wprost do stolicy.
Festiwal zmysłów i historia zapisana w drzwiach
Meldujemy się w urokliwej dzielnicy Starego Miasta (Zona Velha), a samochód zostawiamy na bezpiecznym, podziemnym parkingu [W nawigacji: Parque de Estacionamento Almirante Reis]. Nasze pierwsze kroki kierujemy w miejsce, gdzie bije prawdziwe, kulinarne serce wyspy – na Mercado dos Lavradores [W nawigacji: Mercado dos Lavradores]. Ten piętrowy targ z lat 40. XX wieku to absolutna eksplozja kolorów, dźwięków i egzotycznych zapachów, przypominająca gwarny bazar gdzieś w Ameryce Południowej.
Na straganach, prowadzonych często przez kobiety w tradycyjnych, pasiastych strojach, piętrzą się owoce, o których istnieniu nie mieliście pojęcia. Zobaczycie tu zielone, podłużne „owocowe ogórki” (Monstera deliciosa), przedziwne owocowe krzyżówki wyglądające jak dzieła szalonego botanika oraz kilkanaście rodzajów marakui – od tych smakujących jak soczysty ananas, po takie, które w smaku przypominają słodkiego pomidora. W niższych partiach targu znajduje się hala rybna, gdzie z potężnymi tasakami w dłoniach rzeźnicy filetują gigantyczne, czarne i przerażające z wyglądu ryby espada (pałasz czarny), wyciągane z głębokości tysiąca metrów.
Oszołomieni zapachem targu, wchodzimy na brukowaną Rua de Santa Maria [W nawigacji: Rua de Santa Maria]. Ta najstarsza ulica w mieście jeszcze kilkanaście lat temu popadała w ruinę, aż do momentu, gdy stała się płótnem dla lokalnych twórców w ramach projektu „Sztuka Otwartych Drzwi”. Stare, zniszczone framugi i wrota kamienic zostały pomalowane w surrealistyczne, baśniowe i historyczne motywy, zamieniając ulicę w jedną, wielką, otwartą galerię.
Kierując się w stronę mariny, mijamy muzeum CR7 z potężnym pomnikiem piłkarza [W nawigacji: Museu CR7]. Prawdziwą niespodzianką dla Polaków jest jednak zlokalizowane w zacienionym parku popiersie Józefa Piłsudskiego [W nawigacji: Busto de marechal Józef Piłsudski]. Zmęczony polityką i chorobą Marszałek spędził na Maderze najdłuższy urlop swojego życia (od grudnia 1930 do marca 1931 roku), wdychając życiodajne, oceaniczne powietrze. Kawałek dalej, w sercu miasta, wznosi się surowa, zbudowana z ciemnego wulkanicznego tufu Katedra Sé, przed którą dumnie stoi pomnik papieża Jana Pawła II [W nawigacji: Sé do Funchal]. Został on tu wzniesiony, ponieważ Jan Paweł II był jedynym w historii papieżem, który odwiedził Maderę, co dla niezwykle religijnych mieszkańców wyspy było wydarzeniem o kolosalnym znaczeniu.
Zwieńczeniem pierwszego dnia jest dobra rozgrzewka przed jutrzejszymi górskimi szlakami. Fundujemy sobie krótkie, lecz strome podejście na wzgórze obronne do XVII-wiecznej cytadeli Fortaleza do Pico [W nawigacji: Fortaleza do Pico]. Stojąc na szczycie surowych murów, mamy przed sobą obłędny widok na miasto-amfiteatr Funchal, w którym wraz z zachodem słońca powoli, jedna po drugiej, zapalają się tysiące migoczących żarówek, zlewając się w końcu z gwieździstym niebem.
Dzień 2: Północ wyspy i wejście na dach Madery
Drugiego dnia kierujemy się samochodem na dziką, targaną wiatrami północ, by zakończyć dzień prawdziwym kondycyjnym sprawdzianem na najwyższych szczytach wyspy.
Poranek rozpoczynamy w miejscowości Santana [W nawigacji: Casas Típicas de Santana]. To tam, w zadbanym miniskansenie, dumnie prężą się tradycyjne, trójkątne domki (casinhas). Zbudowane z kamienia i drewna, z dachem z grubej strzechy opadającym niemal do samej ziemi, wyglądały niczym namioty. To nie był przypadek – ta genialna w swej prostocie aerodynamika pozwalała dawnym mieszkańcom Madery bezpiecznie przetrwać niszczycielskie, atlantyckie sztormy uderzające w wyspę z ogromną furią.
Stąd ruszamy krętą drogą wzdłuż poszarpanych klifów północnego wybrzeża. Dwa bezwzględnie obowiązkowe przystanki to Miradouro da Rocha do Navio – z którego roztacza się obłędny widok na spływający po pionowej ścianie wodospad oraz majaczącą daleko w dole, wciśniętą między ocean a potężne klify malutką, dziką plażę (tzw. fajã) – oraz oszałamiający Miradouro de São Cristóvão [W nawigacji: Restaurante São Cristóvão]. W tym drugim miejscu znajduje się restauracja dosłownie przyklejona do urwiska. Polecamy zamówić tu filiżankę mocnego espresso (lokalnej bica), oprzeć się o barierkę i z otwartymi ustami chłonąć widok potężnych, turkusowych fal rozbijających się w biały pył o czarne, ostre skały setki metrów niżej.
Atak Szczytowy: PR1 (Pico do Areeiro – Pico Ruivo)
Czas na królewski szlak, wizytówkę Madery. Wjeżdżamy na górski parking [W nawigacji: Pico do Arieiro Parking – P2], by zmierzyć się z legendą – Vereda do Areeiro. To ponad 4 godziny fizycznej walki i wizualnej ekstazy. Wędrówka prowadzi przez samo dno wygasłego wulkanu, zmuszając do pokonania setek stromych, nierównych schodów wykutych w czerwonym bazalcie i przejścia przez mroczne, ociekające wodą tunele. Moment, w którym stajesz na wąskiej grani na wysokości 1800 metrów, a pod twoimi stopami kłębi się bezkresny, gęsty ocean chmur, to przeżycie czysto mistyczne, wyjęte wprost z okładek magazynów podróżniczych. Zwieńczeniem tej jednokierunkowej, morderczej trasy jest najwyższy szczyt wyspy – Pico Ruivo (1862 m n.p.m.). Pełen opis logistyczny, trasa, itp. opisane są tutaj: Szlak PR1 na Maderze.
Wracając ze zmęczonymi, drżącymi nogami, serwujemy sobie łagodny relaks na PR11 Vereda dos Balcões [W nawigacji: Vereda dos Balcões PR11]. To króciutki, idealnie płaski spacer przez wilgotny las wawrzynolistny, który prowadzi na wysunięty „Ptasi Balkon”. Oprócz obłędnej panoramy na góry centralne, czeka tu na nas niesamowity przyrodniczy spektakl: żyjące w tym lesie endemiczne zięby maderskie są tak ufne i przyzwyczajone do ludzi, że bez cienia strachu pikują z gałęzi i lądują turystom prosto na otwartych dłoniach, domagając się okruszków.
Mapa z punktami z 2 dnia:
Dzień 3: Magia Fanal, czarne plaże i dzikie wodospady
Zrywamy się grubo przed świtem, wspinając na gigantyczny płaskowyż Paul da Serra. Na punkcie Miradouro da Bica da Cana [W nawigacji: Miradouro da Bica da Cana] czeka nas zjawiskowy wschód słońca. Pierwsze, pomarańczowe promienie powoli rozdzierają zbite „morze chmur” uwięzione w ogromnej dolinie São Vicente.
Zjeżdżając z tego punktu w stronę lasu Fanal, przygotujcie się na niespodzianki. Na środku asfaltowej drogi biegnącej przez mglisty płaskowyż, niezwykle często można spotkać majestatycznie spacerujące, potężne krowy, które za nic mają samochody i nigdzie się nie śpieszą. Przejazd między nimi to atrakcja sama w sobie!
Kilkanaście minut jazdy dzieli nas od magii rodem z powieści fantasy. Las Fanal (PR13) [W nawigacji: Fanal Pond] to endemiczny relikt – prastary las wawrzynolistny (Laurisilva), który przetrwał tu od czasów zlodowaceń, słusznie zyskując miano dziedzictwa UNESCO. Jeśli, co wysoce prawdopodobne, traficie tu na rzadką, ciężką mgłę – doświadczycie absolutnego mistycyzmu. Omszałe, czarne, monstrualnie powyginane przez wiatry pnie drzew wyłaniające się z mlecznej zupy wyglądają niczym zastygłe w ruchu Enty. Kiedy spomiędzy tej mgły powoli, bezszelestnie wyłaniają się żyjące tu swobodnie dzikie krowy, masz wrażenie, że przeniosłeś się w czasie o miliony lat wstecz.
Zjeżdżamy stromymi serpentynami na wybrzeże do Ribeira da Janela [W nawigacji: Praia da Ribeira da Janela], gdzie z agresywnego oceanu wystają strzeliste, ostre jak brzytwa skały. Niedaleko stąd, w osadzie Seixal [W nawigacji: Praia do Porto do Seixal], czeka nas prawdziwy raj na ziemi. Znajduje się tam niesamowita plaża o miękkim, kruczoczarnym, wulkanicznym piasku, zamknięta z obu stron soczyście zielonymi, pionowymi klifami. Co najlepsze – wprost na ten czarny piasek spływa z wysokiego klifu kaskada słodkiej, górskiej wody. Można pod nią wejść, fundując sobie najbardziej dziki i naturalny prysznic na świecie!
Zmywszy wulkaniczny pył, ruszamy do Porto Moniz [W nawigacji: Piscinas Naturais do Porto Moniz]. To tutaj, tysiące lat temu, gotująca się lawa uderzyła w lodowaty ocean, na zawsze zastygając w formie naturalnych basenów. Wystarczy zanurzyć się w jednej z takich skalnych wanien, w które co chwilę z potężnym hukiem uderzają wielkie fale Atlantyku, zapewniając turystom najpotężniejsze na wyspie naturalne jacuzzi.
Przed zanurzeniem się w górskich lasach robimy jeszcze szybki przystanek przy latarni Farol da Ponta do Pargo [W nawigacji: Farol da Ponta do Pargo]. To miejsce to prawdziwy koniec świata. Smukła, biała latarnia morska wieńczy pionowy, opadający niemal 300 metrów prosto w granatową otchłań klif. Stojąc tutaj, z potężnym wiatrem we włosach, patrzysz na bezkres Oceanu Atlantyckiego, czując, jak ląd definitywnie kończy swoje panowanie na Ziemi.
I na sam koniec dnia wyruszyliśmy na popularne lewady PR6 Levada das 25 Fontes. Auto zostawiamy na wyznaczonym parkingu [W nawigacji: Parking Rabaçal]. Początkowo schodzimy stromym asfaltem (po którym kursują też specjalne busy dla chętnych), aż trafiamy pod ukrytą w lesie leśniczówkę Casa do Rabaçal. To idealne miejsce, by chwilę odetchnąć, napić się pysznej kawy i zjeść ciastko przed wyruszeniem w zieleń. Stamtąd ruszamy piękną, płaską trasą prowadzącą wzdłuż zabytkowych kanałów irygacyjnych (lewad). Szlak przeciska się przez serce pradawnego lasu, a na samym końcu nagradza nas widokiem płaczącej ściany, z której do okrągłego jeziorka spływa kaskadami dokładnie 25 mniejszych i większych wodospadów.
Mapa z punktami z 3 dnia:
Dzień 4: Zatoka Winstona, szklany klif, banany i koniec świata
Zwalniamy tempo i uciekamy na ciepłe, nagrzane słońcem południowe wybrzeże. Nasz poranny cel to Câmara de Lobos [W nawigacji: Porto Câmara de Lobos, Câmara de Lobos, Portugalia] – sielska, kolorowa i pachnąca rybami osada. W spokojnej zatoce kołyszą się dziesiątki tradycyjnych łodzi zwanych Xavelhas. Miejsce to roztaczało tak niesamowity spokój, że sam premier Wielkiej Brytanii, Winston Churchill, przesiadywał tu godzinami w cieniu, malując na płótnie portowe pejzaże. Dziś przypomina nam o tym wspaniały pomnik brytyjskiego premiera z pędzlem w dłoni, stojący tuż przy promenadzie. Będąc w miasteczku, koniecznie trzeba wejść na niewielki, skalisty cypel – punkt widokowy Ilhéu de Câmara de Lobos. Z jego szczytu roztacza się genialna panorama na ukrytą tuż obok kamienistą plażę Praia de Vigário. Co najlepsze, z punktu widokowego można bez problemu zejść schodkami bezpośrednio na samą plażę, by z bliska poczuć chłód atlantyckich fal.
Dalej wspinamy się niemal pionowymi drogami na szczyt klifu Cabo Girão Skywalk [W nawigacji: Cabo Girão Skywalk]. To jeden z najwyższych morskich klifów w całej Europie. Jego krawędź przedłużono o zawieszony nad otchłanią, przeszklony taras widokowy. Spojrzenie przez warstwę hartowanego szkła pod własnymi butami na fale rozbijające się o skały 580 metrów niżej, skutecznie testuje błędnik i przyprawia o mocne drżenie łydek.
Jedziemy starą, poprzecinaną tunelami trasą ER101, kierując się pod Cascata dos Anjos [W nawigacji: Cascata dos Anjos]. Ten uroczy „Wodospad Aniołów” to jedyne w swoim rodzaju zjawisko – strumień lodowatej górskiej wody spada z klifu bezpośrednio na środek starej, asfaltowej jezdni, fundując przejeżdżającym samochodom potężną, darmową myjnię.
Tuż za rogiem wkraczamy w gęste, tropikalne powietrze. Parkujemy przy ścieżce RB2 Vereda do Nateiro [W nawigacji: Vereda do Nateiro], która wciska się w sam środek rozległej, poprowadzonej na stromych tarasach plantacji bananowców. Maderskie banany dojrzewają na gigantycznych kiściach w cieniu wielkich, skórzastych liści. Są o połowę mniejsze od tych z hipermarketów, ale ich niezwykle intensywny, wręcz miodowy smak deklasuje wszystko, co do tej pory jedliście. Jako ciekawostkę warto dodać, że przez lata rygorystyczne przepisy Unii Europejskiej zabraniały oficjalnego eksportu i sprzedaży tych bananów do innych krajów, uznając je za „zbyt krótkie i za bardzo zakrzywione”. Będąc na plantacjach, bardzo często można spotkać wystawione przy ścieżce świeże kiście bananów ze skarbonką (honesty box). Wrzucasz monety i po prostu bierzesz owoce. Zdecydowanie polecamy – są przepyszne!
Czas na zupełnie inne, mroczne tony. Wjeżdżamy na skrajny, wschodni ogon wyspy – Półwysep Św. Wawrzyńca (PR8) [W nawigacji: Ponta de São Lourenço Parking]. Krajobraz tutaj to absolutna anomalia, przypominająca powierzchnię wypalonego słońcem Marsa. Wiatr wyje tu nieustannie, a ląd pozbawiony jest choćby jednego drzewa. Wędrówka wzdłuż poszarpanych, krwistoczerwonych i rdzawych klifów wulkanicznych, w które z dziką pasją biją fale Atlantyku, to niezapomniany, brutalny pokaz sił natury.
Wracając do Funchal z tego surowego końca świata, dla równowagi odpoczywamy chwilę na Praia de Machico [W nawigacji: Praia de Machico] – rzadko spotykanej na wyspie plaży, na którą specjalnie sprowadzono tony miękkiego, żółtego piasku wprost z marokańskiej Sahary. Następnie zatrzymaliśmy się też w miejscowości Garajau, by stanąć w cieniu potężnego pomnika Cristo Rei [W nawigacji: Cristo Rei Garajau]. Otwierający ramiona w stronę oceanu posąg Chrystusa Króla powstał tu wcześniej niż jego słynny, gigantyczny odpowiednik w Rio de Janeiro!
Mapa z punktami z 4 dnia:
Dzień 5: Ogród Botaniczny, Dolina Zakonnic i Taras Widokowy na Lotnisku
Ostatni dzień to zderzenie potęgi natury z pięknem ujarzmionym przez botaników. O poranku wspinamy się wąskimi uliczkami wysoko ponad dachy Funchal, do bram Ogrodu Botanicznego (Jardim Botânico da Madeira) [W nawigacji: Jardim Botânico da Madeira]. Ten zawieszony na stromych zboczach Quinta do Bom Sucesso potężny kompleks to duma wyspy. Tysiące metrów kwadratowych zadbanych alejek gromadzą ponad 2000 gatunków roślin z najdalszych zakątków globu. Wędrówka między monstrualnymi stuletnimi kaktusami, idealnie przystrzyżonymi, barwnymi dywanami kwiatowymi, aż po endemiczne strelicje (kwiaty przypominające zrywające się do lotu rajskie ptaki), to ostateczny dowód na to, dlaczego Maderę ochrzczono mianem „Wyspy Wiecznej Wiosny”.
Opuszczając ten rajski mikroklimat, wjeżdżamy wysoko w surowe, spiczaste góry. Stajemy na tarasie Eira do Serrado [W nawigacji: Eira do Serrado Viewpoint]. Z tego zawieszonego w próżni balkonu patrzymy na dno gigantycznej, zielonej kaldery. To potężny krater wygasłego wulkanu, którego ściany wznoszą się na kilkaset metrów. Widok stąd na położoną w dole Dolinę Zakonnic jest absolutnie spektakularny. Wprawne oko dostrzeże z góry starą, wijącą się po zboczu, zrujnowaną i dziś już zamkniętą drogę, po której jeszcze do niedawna musieli jeździć mieszkańcy.
Sprawdzamy ten fenomen z bliska, zjeżdżając ostro w dół krętym, mrocznym tunelem wprost do osady Curral das Freiras (Dolina Zakonnic) [W nawigacji: Curral das Freiras]. Nazwa nie jest przypadkowa – w XVI wieku, kiedy potężne galeony francuskich korsarzy plądrowały i paliły stolicę wyspy, przerażone zakonnice z klasztoru Santa Clara uciekły w góry, znajdując bezpieczne schronienie właśnie na dnie tego niedostępnego, odciętego od reszty świata wulkanicznego kotła.
Ostatnie, melancholijne spojrzenie na miejski amfiteatr łapiemy z przestronnego, wyłożonego płytkami punktu widokowego Pico dos Barcelos [W nawigacji: Miradouro do Pico dos Barcelos]. Panorama tysięcy domów o czerwonych dachach, schodzących płynnie ku głębokiemu błękitowi oceanu, to kadr doskonały.
Finał na lotnisku FNC
Z żalem zdajemy wypożyczony samochód, ale przed samym wylotem Madera serwuje nam jeszcze jedną, fenomenalną atrakcję! Władze portu lotniczego w Funchal udostępniły dla pasażerów genialny, darmowy taras widokowy na dachu terminala. Znajdziecie tam urokliwe kawiarnie i sklepy z pamiątkami (oraz słynną ponchą). Koniecznie chwyćcie w dłoń aromatyczną bica, wyjdźcie na zewnątrz i z bezpiecznej odległości obserwujcie niezwykły balet podniebnych maszyn. Patrzenie na żywo, jak olbrzymie samoloty pasażerskie walczą z bocznym wiatrem, gwałtownie skręcają tuż nad taflą oceanu, by z rykiem silników w końcu uderzyć w płytę opartą na żelbetowych kolumnach, to najbardziej emocjonujące i godne pożegnanie z wyspą, jakie można sobie wyobrazić!
Mapa z punktami z 5 dnia:
Czego jeszcze warto spróbować na Maderze? (Opcje dodatkowe na zapas)
Jeżeli masz niezwykle mocną kondycję lub Twój pobyt przeciągnie się o kilka dni, te atrakcje to pozycje obowiązkowe:
- Rejs katamaranem w poszukiwaniu wielorybów: Ocean Atlantycki otaczający wyspę to wielka, błękitna autostrada dla ssaków morskich. Codziennie z portu w Funchal wypływają nowoczesne katamarany. Szansa na spotkanie ze stadem radosnych delfinów prujących fale tuż przy dziobie lub zobaczenie potężnego grzbietu wieloryba wyrzucającego w powietrze fontannę wody wynosi tu grubo ponad 90%.
- Zjazd wiklinowymi saniami (Carreiros do Monte): Tak, dobrze czytasz – sanie na wyspie bez śniegu. W dzielnicy Monte możesz wsiąść do wielkiego, wiklinowego kosza umocowanego na drewnianych płozach i zjechać w dół stromym, gładkim jak lustro asfaltem z prędkością kilkudziesięciu kilometrów na godzinę! Koszem steruje dwóch ubranych na biało mężczyzn (Carreiros), których specjalne buty z podeszwami ze starych opon samochodowych służą jako jedyne hamulce. To droga, lecz niesamowicie tradycyjna i potężnie pompująca adrenalinę atrakcja wyciągnięta wprost z XIX wieku.
- Wycieczka statkiem na Porto Santo: Jeśli Madera jest surową, zieloną wyspą bez plaż, to leżąca obok wysepka Porto Santo jest jej ciepłym, piaszczystym przeciwieństwem. Słynie z ciągnącej się przez 9 kilometrów fenomenalnej plaży ze złotym piaskiem. Rejs promem z Funchal na Porto Santo trwa około 2,5 godziny i jest to absolutnie perfekcyjny pomysł na spędzenie całego dnia na błogim, karaibskim wręcz relaksie.
Smaki Madery – Co zjeść, wypić i przywieźć do domu?
Madera ma do zaoferowania niesamowitą, wyrazistą kuchnię. Będąc na wyspie, absolutnie trzeba spróbować lokalnych specjałów. Co zamówić w restauracji?
- Espada z bananem (Espada com Banana): Brzmi jak abstrakcja, smakuje jak poezja. Przerażająca z wyglądu, czarna ryba głębinowa (pałasz czarny), usmażona w delikatnej panierce i podawana z ciepłym, pieczonym bananem oraz słodko-kwaśnym sosem z marakui. Klasyk wyspy!
- Espetada: Wielkie kawałki doskonałej wołowiny nacierane czosnkiem i solą morską, pieczone nad żarem na długich, zielonych gałęziach drzewa laurowego. Często podawane w restauracjach w sposób wiszący, na specjalnych żelaznych stojakach.
- Bolo do Caco: Tradycyjny maderski chlebek wypiekany z dodatkiem batatów na gorącym kamieniu (caco). Obficie smarowany masełkiem czosnkowym z pietruszką, serwowany w każdej knajpie jako idealna przystawka.
- Poncha: Królowa maderskich trunków. Tradycyjnie mieszana specjalnym drewnianym mątewkiem (mexelote). Składa się z mocnego rumu z trzciny cukrowej (aguardente), miodu i soku z cytryny (lub marakui). Uwaga – uderza do głowy szybciej, niż myślicie!
- Bolo de Mel i Wino Madeira: Najsłynniejszy deser to niezwykle zbite, ciemne i bogate w orzechy ciasto miodowe (robione na melasie z trzciny cukrowej), które może leżeć tygodniami i nie traci na smaku. To idealny pamiątkowy zakup, tak samo jak kultowe, wzmacniane Wino Madeira (w wariantach od wytrawnego Sercial, po ulepkowato słodkie Malvasia).
- Brisa Maracujá: Mocno gazowany, orzeźwiający i uwielbiany przez lokalsów napój o intensywnym smaku lokalnej marakui. Świetnie gasi pragnienie na szlaku!



















































































